2010.03.08 | Oświadczenia
4 marca 2010 r. na 62 posiedzeniu Sejmu RP VI Kadencji poseł Marek Biernacki przedstawił rządowy projekt ustawy o ochronie informacji niejawnych.
Panie Marszałku! Panie Ministrze! Wysoka Izbo! Przypadł mi honor zaprezentowania stanowiska Klubu Parlamentarnego Platforma Obywatelska w sprawie rządowego projektu ustawy o ochronie informacji niejawnych, druk sejmowy nr 2791.
Rządowy projekt ustawy o ochronie informacji niejawnych jest propozycją nowej regulacji prawnej zastępującej dotychczasową ustawę o takim samym tytule z dnia 22 stycznia 1999 r. Obowiązująca od dziesięciu lat ustawa o ochronie informacji niejawnych wzorowana była na rozwiązaniach obowiązujących od lat w państwach Sojuszu Północnoatlantyckiego. Jej uchwalenie przez polski parlament stanowiło jeden z podstawowych warunków akcesji do NATO. Wprowadzenie jej w życie umożliwiło Polsce stworzenie współczesnego, nowoczesnego systemu ochrony informacji niejawnych oraz pozwoliło podnieść standardy bezpieczeństwa państwa na miarę innych państw członkowskich. Dzięki tej ustawie Polska stała się pełnoprawnym uczestnikiem wymiany informacji niejawnych w ramach NATO i Unii Europejskiej, a kolejne inspekcje dokonywane przez stosowne agendy tych organizacji potwierdzają dobry stan zabezpieczenia informacji klasyfikowanych.
(więcej…)
2009.02.04 | Oświadczenia
Oświadczenie dotyczy: Księdza Józefa Wryczy.
Panie Marszałku! Wysoki Sejmie! W grudniu minęła 47. rocznica śmierci księdza Józefa Wryczy. W swoim oświadczeniu pragnę uczcić pamięć tego zasłużonego dla Pomorza i Polski człowieka. Na Kaszubach nazywano go „nerwowim ksandzem” z powodu apodyktycznego, a zarazem prostolinijnego charakteru, zaś po wojnie nadano mu przydomek „Kmicica z Borów Tucholskich”. Ten ksiądz katolicki, kapelan wojskowy, działacz kaszubski i polityczny był w czasie okupacji legendą pomorskiej partyzantki.
Szanowni Państwo! Józef Wrycza urodził się 4 lutego 1884 r. w Zblewie. Tam rozpoczął swoją edukację. W latach 1894-1899 uczęszczał do Collegium Marianum w Pelplinie, a następnie do gimnazjum humanistycznego w Chełmnie. Tam też rozpoczął swoją niepodległościową działalność w organizacji pomorskich filomatów, za co w 1903 r. został usunięty z tej szkoły. Maturę zdał w 1904 r. w wejherowskim gimnazjum. Dalsze życie Józef Wrycza związał ze służbą Bogu i ludziom, kontynuując naukę w Seminarium Duchownym w Pelplinie. 23 lutego 1908 r. otrzymał święcenia kapłańskie. Posługę kapłańską sprawował w pomorskich parafiach, m.in. w Borzyszkowych, Grucznie, Śliwicach, Jastarni, Żarnowcu i Chełmży. Aktywnie włączył się w pracę nad kształtowaniem świadomości narodowej wśród Kaszubów. Związał się z ruchem młodokaszubskim, był członkiem rady nadzorczej spółki wydawniczej młodokaszubskiego pisma „Gryf” w Kościerzynie. Organizował liczne ludowe wypożyczalnie książek.
W latach 1914-1916 służył w armii niemieckiej jako sanitariusz. Po powrocie do swoich obowiązków kapłańskich w 1917 r. założył tajne Towarzystwo Młodzieży Polskiej, którego celem było propagowanie czynu narodowego zmierzającego do odbudowy państwa polskiego. W listopadzie 1917 r. został wybrany do Sejmu Dzielnicowego w Poznaniu. Jako zwolennik prowadzenia walki zbrojnej o wyzwolenie Pomorza włączył się w tworzenie struktur Organizacji Wojskowej Pomorza na terenie Chełmży. W styczniu 1919 r. organizacja ta opanowała miasto, ale wkrótce jej oddziały zostały rozbite przez niemiecki Grenzschutz. Ksiądz Wrycza został aresztowany, oskarżony przez Niemców o zdradę stanu i skazany na śmierć. Dzięki interwencji prezesa Rady Ludowej z Torunia został 24 lipca 1919 r. uwolniony.
Po uwolnieniu ksiądz Wrycza przedostał się do Wielkopolski, by służyć tam w polskiej armii. Brał udział w uroczystych zaślubinach Polski z morzem, podczas których w trakcie mszy polowej wygłosił kazanie. Kazanie to przeszło do historii Kaszub i Polski. Następnie walczył z bolszewikami w 1920 r. Po zakończeniu działań wojennych sprawował funkcję kapelana wojskowego. W lutym 1924 r. na własną prośbę został przeniesiony do rezerwy, w tym roku objął parafię w Wielu na Pomorzu.
Przez cały okres 20-lecia międzywojennego Wrycza angażował się w życie polityczne Pomorza, był członkiem Stronnictwa Narodowego, przeciwnikiem sanacji.
Działalność księdza Wryczy podczas I wojny światowej oraz w czasie 20-lecia międzywojennego nie uszła uwadze niemieckim okupantom, którzy najechali Polskę w 1939 r. Już we wrześniu 1939 r. został on aresztowany w Czersku, jednak udało mu się zbiec z więzienia. Resztę okupacji spędził, ukrywając się przed Niemcami. W tym czasie aktywnie włączył się w działalność konspiracyjną. Tworzył Wojskową Organizację Niepodległościową, współpracował z Organizacją Wojskową Młodzieży Kaszubskiej, Grunwaldem, Związkiem Walki Zbrojnej. Pełnił funkcję pierwszego prezesa Rady Naczelnej Tajnej Organizacji Wojskowej Gryf Kaszubski. Stał się symbolem ruchu oporu na Pomorzu. Wycofał się z przywództwa Gryfa Pomorskiego wiosną 1943 r., kiedy doszło do waśni wewnątrz tej organizacji.
Po zajęciu Pomorza przez Sowietów Wrycza wrócił na probostwo do Wiela. Nie zaprzestał działalności konspiracyjnej, związał się z antykomunistyczną konspiracją niepodległościową reprezentowaną przez Delegaturę Sił Zbrojnych. Występował przeciwko sowietyzacji, nawoływał do bojkotu zarządzeń władzy ludowej. W nowej rzeczywistości próbował odnowić swoją przedwojenną działalność społeczną, zakładając na terenie Wiela spółdzielnie rolnicze. Od zakończenia działań wojennych aż do śmierci był stale obserwowany i nękany przez Urząd Bezpieczeństwa. Jak groźny dla sowieckich okupantów był to duchowny, może świadczyć fakt, iż był jednym z nielicznych przykładów księży rozpracowywanych już przed zakończeniem wojny.
Panie Marszałku! Panie i Panowie Posłowie! Swą ziemską posługę ksiądz Józef Wrycza zakończył 4 grudnia 1961 r. Pochowany został na cmentarzu parafialnym w Tucholi. Swym życiem udowodnił, że sprawa Polski jest dla niego dobrem najwyższej wagi. Był patriotą i prawym człowiekiem. W moim przekonaniu, panie i panowie posłowie, Józef Wrycza dobrze przysłużył się Kaszubom, Pomorzu i całej Polsce. (Oklaski)
2009.01.20 | Oświadczenia
Oświadczenie dotyczy: Sługi Bożego kleryka – nowicjusza Leona Łukasza Hirscha.
Panie Marszałku, Wysoka Izbo,
Sługa Boży, kleryk – nowicjusz Leon Łukasz Hirsch urodził się 18 października 1917 r. w Wielkim Kacku koło Gdyni. Ojciec był rzemieślnikiem – murarzem, zaś matka zajmowała się domem i wychowywaniem siedmiorga rodzeństwa.
Leon wzrastał w spokojnym zaciszu domowego ogniska, pełnym ciepła i szacunku dla świętości. Tutaj rodziło się jego powołanie oraz kształtowała się jego osobowość. De facto marzeniem matki było, by któreś z jej dzieci zostało w przyszłości kapłanem. Leon zawsze chciał służyć Bogu, z początku jako ministrant przy ołtarzu, a później zapragnął sprawować święte obrzędy. Uczył się kochać Boga i z nim obcować w modlitwie. W 1929 roku przystąpił do I-Komunii św. w swoim rodzinnym kościele św. Wawrzyńca w Gdyni- Wielkim Kacku.
W 1931 roku wstąpił w szeregi wychowanków Misyjnego Zakładu Księży Werbistów w Górnej Grupie, które miało przygotować swych podopiecznych do przyszłego życia zakonno-misyjnego w Zgromadzeniu Słowa Bożego. Nie miał żadnych problemów przy wstąpieniu do Niższego Seminarium w Górnej Grupie, ponieważ jego rodzice pragnęli, by ich syn został przyszłym misjonarzem.
Leon cenił sobie samotność. Miał bowiem spokojny, niekrzykliwy charakter oraz szczególne poczucie humoru. Współbracia z Nowicjatu wspominali go jako człowieka, który był ceniony i lubiany. W towarzystwie pokazywał się jako kulturalny, zrównoważony i grzeczny chłopak. Był zafascynowany kulturą i literaturą, która wpłynęła na kształtowanie się jego charakteru. Lubił czytać książki, zwłaszcza o tematyce religijnej. Nauka nie sprawiała mu żadnych problemów, gdyż był uczniem obdarzonym nieprzeciętnymi zdolnościami umysłowymi i manualnymi. Z łatwością radził sobie z naukami humanistycznymi i ścisłymi, jak i też pokazywał się jako utalentowany kreślarz, muzyk oraz pisarz. Do tych zdolności Leon dodawał wielką pracowitość, co wróżyło mu na pewno świetlaną przyszłość. Ponad to był mocno przywiązany do rodziny, informując, że znajduje szczęście, krocząc drogą powołania zakonno – misyjnego w Zgromadzeniu Słowa Bożego.
W 1939 roku zdał egzamin maturalny, po czym postanowił wstąpić do Nowicjatu w Chludowie. Uroczyste przyjęcie do Nowicjatu i obłóczyny musiały zostać przesunięte. Urząd Gminy w Chludowie wydał nakaz ewakuacji całej wspólnoty w kierunku Warszawy. Po przejściu frontu, grupa uciekinierów postanowiła wrócić do Chludowa. Obłóczyny nastąpiły 25 października 1939 roku, i w ten sposób Leon przyjął szatę zakonną i rozpoczął się kanoniczny Nowicjat.
Niedługo po tym wydarzeniu władze niemieckie przeprowadziły obowiązkowy rejestr wszystkich mieszkańców Chludowa. Nowicjusz – Leon opowiedział się z całą mocą za katolicyzmem i polską narodowością, co w konsekwencji zdecydowało o jego późniejszym wywiezieniu do obozu koncentracyjnego. Po przeprowadzeniu rejestru, nie mógł już swobodnie się poruszać, gdyż musiał otrzymać przepustkę od miejscowego sołtysa, powołanego z ramienia niemieckich władz. To on kontrolował przyjazdy obcych do klasztoru i rozmowy z jego mieszkańcami. Często też wspólnota była odwiedzana przez oficera SS Franza Wolfa, którego nadzorowi podlegał klasztor. Chociaż istniało zezwolenie władz zakonu, by nowicjusze wyjechali do domów rodzinnych, to Leon zdecydował się kontynuować swój Nowicjat.
25 stycznia 1940 roku, internowano wszystkich mieszkańców Domu, przywieziono również 40-księży z Poznania i okolic. W tym samym dniu gestapo aresztowało magistra nowicjatu, o. Ludwika Mzyka SVD, którego następnie zamordowano w Forcie VII w Poznaniu. To wydarzenie towarzyszyło Leonowi na wszystkich etatach jego dalszego męczeństwa i pomogło znosić prześladowanie. Choć życie internowanych było bardzo ciężkie, zaś sytuacja żywieniowa i ekonomiczna tragiczna, to plan Nowicjatu przebiegał bez większych zmian.19 maja 1940 r. drugi kurs nowicjatu złożył w trybie przyspieszonym swoje pierwsze śluby zakonne, gdyż przełożeni zakonni otrzymali już informację, że internowani będą wywiezieni do obozu koncentracyjnego w Dachau. I tak się stało.
22 maja 1940 r. Leon Hirsch wraz z pozostałymi współbraćmi został przewieziony do Fortu VII w Poznaniu, a stąd przetransportowany w bydlęcych wagonach do obozu koncentracyjnego w Dachau. Tutaj figurował jako nr 11456. Tuż po przybyciu do obozu rozpoczęła się dwumiesięczna kwarantanna obozowa wypełniona karnymi ćwiczeniami, nieludzkim sportem, wielogodzinnymi apelami, nauką niemieckich i obraźliwych piosenek. Cel był jeden – złamać i odebrać uwięzionym ludzką godność.
2 sierpnia 1940 roku Leon został przeniesiony do obozu koncentracyjnego w Gusen. Tutaj otrzymał nr 6280. W ówczesnym czasie obóz Gusen, był najgorszym obozem zagłady, gdyż dozorcami obozu uczyniono kryminalistów, którzy mieli za cel wyniszczyć katolicką inteligencję. Poza tym obóz ten był jeszcze w budowie, dlatego warunki mieszkalne były gorsze niż w Dachau. W czasie deszczu woda dostawała się do środka, odzież była często wilgotna, co utrudniało zachowanie higieny. Leon został przydzielony do robót kanalizacyjnych. Z pozoru niewinne kopnięcie kapo w nogę Leona przyczyniło się w późniejszym czasie do powstania ropiejącej rany.
Za murami nazistowskiego obozu otoczonego drutami pod wysokim napięciem, nękany przez obozowych oprawców, przymierający głodem i wycieńczony ciężką pracą – podjął się odprawiać nieustanną nowennę do Matki Bożej, prosząc o jej nieustanną opiekę. Starał się zachować silną wiarę i umacniać także innych współwięźniów, prowadząc ich wśród cierpień do Boga. Należał do grupy kleryków, którzy starali się przygotować innych do sakramentu pokuty i pojednania. Podjął się także innego trudnego zadania, które w tamtejszych warunkach można by uważać za heroizm. Razem z innymi współbraćmi wyręczał słabszych współwięźniów w noszeniu ich kamieni. Do tego w dniu imienin wydzielał kawałek chleba ze swojej głodowej porcji, a następnie dawał jako prezent.
8 grudnia 1940 r. Leon został powtórnie przewieziony do Dachau. Tym razem otrzymał nr 22054. Został przeznaczony do ciężkiej pracy. Głód, wycieńczenie, brud sprawiły, że organizm nie potrafił przeciwstawić się nie wyleczonej chorobie. W styczniu 1941 r. został przyjęty na rewir, ale nie wygrał z chorobą. Oczekiwał już tylko śmierci.
25 lutego 1941 r. o godz. 15.10 Pan powołał go do siebie. Śmierć Leona Hirscha była cicha i bez rozgłosu. Nikt nie wiedział co się z nim dzieje. Choć izbowy zasadniczo nie informował nikogo z przyjaciół zmarłego, tym razem postąpił inaczej. Poszedł i powiedział: Twój Przyjaciel zmarł.
Pamięć o Słudze Bożym Leonie Hirsch jest ciągle żywa w licznych świadectwach współbraci ze Zgromadzenia Słowa Bożego. W Polskiej Prowincji traktuje się Leona Hirsch wraz z innymi klerykami pomordowanymi w obozach koncentracyjnych jako męczennika za wiarę, ponieważ był aresztowany i prześladowany, przynależał do stanu duchownego i był kandydatem na przyszłego misjonarza.
Ojciec Jan Chodziło SVD, wychowawca i ojciec duchowny nowicjuszy w Chludowie w czasie wojny, w 1941 r. następująco wyraził się o wszystkich klerykach i nowicjuszach, którzy ginęli w obozach Dachau i Gusen:
Bóg chce świat odnowić, a niebo napełnić świętymi. Stąd szuka sobie ofiar czystych, niewinnych, pełnowartościowych, całkiem do Baranka Bożego podobnych. Takimi barankami niewinnymi są nasi klerycy. Ich wybrał sobie Bóg, by Jemu złożyli ofiarę życia na zadośćuczynienie za grzech świata i dla wyproszenia błogosławieństwa i łaski.
Dziękuję za wysłuchanie.